Kusaki i Tłusty Czwartek
 
zig-zag.prv.pl Kusaki. Tłusty Czwartek

Karnawał. Zapusty Mięsopusty

Karnawał -to zgodnie z włoskim pochodzeniem tego słowa okres poprzedzający Wielki Post. W wolnym przekładzie można karnawał przetłumaczyć jako pożegnanie mięsa, a wraz z nim wszelkiego rodzaju uczt, zabaw i hulanek. Staropolska tradycja przechowuje jednak bardziej obrazowe i dosadne nazwy czasu liczonego od Nowego Roku aż do wtorku poprzedzającego Środę Popielcową. Mięsopusty, Zapusty, Ostatki, Kusaki to tylko niektóre z nich. Zapusty to typowo polska nazwa karnawału, jest to okres wszelkiego rodzaju zabaw tańców, widowisk, uczt, maskarad itd. Pierwsze wzmianki o karnawale, mięsopuście polskim i Zapustach pochodzą z XVII wieku. Zapusty tym się różnią od Mięsopustu, że ta ostatnia nazwa, pochodząca od wyrazów mięsa- opust czyli pożegnanie, stosuje się tylko do ostatnich kilku dni zapustnych czyli ostatków zapustu. Zapusty oznaczają zaś cały okres karnawału od Nowego Roku do Wielkiego Postu, który poprzedza święta Wielkanocy. Wielkanoc jest świętem ruchomym. Jego data przypada, w zależności od roku, najwcześniej 22 marca a najpóźniej 25 kwietnia. Od daty Wielkanocy zależy więc także długość karnawału. Środa Popielcowa, która definitywnie kończy okres karnawału jest także świętem ruchomym przypada dokładnie 46 dni przed Wielkanocą.

Do ulubionych polskich rozrywek zapustnych należały szlacheckie polowania, kuligi czyli sanna oraz bale maskowe tak zwane maszkary.

Kulig staropolski

Kuligi czyli sanna od dworu do dworu, musiały być wcześniej bardzo starannie zaplanowane. Trzeba było ustalić kolejność odwiedzin, przygotować domy na przyjęcie z noclegami większej liczby gości oraz zaopatrzyć spiżarnię i piwniczkę. Gdy nadszedł czas kuligu zjeżdżano się na saniach w jednym miejscu, zwoływano muzykę i gdy już wszystko było gotowe obsyłano po domach laskę z kulą która zwoływała kulig. Odwiedzający się przyjeżdżali wieczorem w towarzystwie muzyki w świetle kagańców i pochodni. Wjeżdżano galopem na podwórze, trzaskano z biczów i wiwatowano. Z dworu wychodził gospodarz i gospodyni witając uprzejmie kuligowe towarzystwo i zapraszając do środka. Kilku godzinne przejażdżki na mrozie zaostrzały apetyty, tak że ze stołu znikały bardzo szybko ogromne misy kiełbas, zrazów, szynki, kapusty oraz ciast. Najważniejszą potrawą był staropolski bigos. Krążyły kielichy i wznoszono toasty, które były niegdyś polską specjalnością. Zwyczaj nakazywał spełniać toasty tylko winem. Bawiono się hucznie do białego rana, czego echa przetrwały w znanej do dziś piosence pt. ,,Jeszcze jeden mazur dzisiaj choć poranek świta". Oprócz mazura w modzie były wówczas polonez, młynek, hajduk i taniec świeczkowy. Po tańcach rozchodzono się na krótki odpoczynek, zjadano śniadanie z obiadem, dziękowano za przyjęcie, pito strzemiennego i wraz z gospodarzami ruszono dalej do następnego dworu. Dzisiaj tę staropolską tradycję kultywują gospodarstwa agroturystyczne. Coraz więcej prywatnych pensjonatów w karnawale przyciąga wczasowiczów tą staropolską zabawą.

Bale maskowe,maszkary

Wielkie uczty karnawałowe i bale maskowe zwane ,,redutami" odbywały się na dworach królewskich, w rezydencjach oraz szlacheckich dworach. Maski na takich balach stały się nieodzownym atrybutem. Dowolna maska poprzez swój zastygnięty wyraz jest wcieleniem śmierci. A śmierć cofa się kiedy się z niej śmieją do rozpuku i wyśmiewają ją uczestnicy zabaw karnawałowych. Zabawy polegające na zakładaniu masek niezwykle polubili także mieszczanie. Ten włoski zwyczaj urządzania maskarad i publicznych balów maskowych został sprowadzony do polski przez królową Bonę. Reduty odbywały się przez cały karnawał po trzy, cztery i pięć razy w tygodniu. Nieocenioną przysługę podczas zabaw karnawałowych oddawały wspomniane już maski. I to nie tylko osobom niższego stanu, pragnącym bawić się z panami, ale też żonom chcącym uniknąć zazdrosnego męża i mężom, chcącym uciec od towarzystwa żony. W owym czasie głośno było o balach maskowych w Gdańsku. Urządzano je w Dworze Artusa i w domach cechowych. Najsłynniejsze jednak były bale warszawskie. W latach międzywojennych zwyczajem stały się bale na cele dobroczynne, które są organizowane do dzisiaj.

Karnawał chłopski-przebierańce

Karnawał chłopski był także bardzo wesoły, huczny i gwarny. W karczmach do późnej nocy grała muzyka, a ludzie gromadzili się na tańce. We wszystkich domach, stosownie do posiadanych zasobów, wesoło ucztowano w tym czasie. Na ulicę wsi i miasteczek wychodziły korowody płatających figle przebierańców. Przebieranie się i wkładanie masek, czy choćby tylko czernienie sobie twarzy sadzą, było w karnawale regułą. Na wsi która najdłużej zachowywała dawne zwyczaje biegały po drogach i przychodziły do domów przebrane postaci. W orszaku takim można było spotkać Śmierć, Kozę, Niedźwiedzia, Cygana, Diabła, Bociana i inne. Na talerze trzymane przez zapustników czyli przebierańców kładziono datki np. : chrusty, cukierki, placki. Datki te były rzeczą konieczną, tym bardziej, że każda z postaci to swoisty symbol. Na przykład Bocian to zwiastun wiosny, wierzono że wraz z nim do domu wchodzi urodzaj i dostatek. Koza to symbol męskości i płodności, wierzono że która panna zatańczy podczas obchodów zapustnych z Kozą ta możliwie niedługo wyda się za mąż.

Zapustni przebierańcy nie chodzili sobie od zagrody do zagrody tylko dla śmiechu i przyjemności. Nosili oni ze sobą puste flachy, worki, torby, by je napełnili odwiedzani gospodarze. Na zakończenie ze ,, zdobytych łupów'' urządzano wieczorem zabawę.

Przesądy i powiedzonka

Jak z każdym innym świętem z Zapustami wiążą się też różne przesądy i powiedzonka. Znane są żartobliwe groźby wchodzących lub odchodzących przebierańców ''A jak nam nic nie dacie, to nas nie poznacie. Wszystkie garnki pobijemy, co na półkach macie''.Po ulicach miasteczek i wsi jak już wspomniano chodzili w tanecznych korowodach różni przebierańcy. Były wśród nich postacie zwierzęce a także ludzkie między innymi Cyganie, Cyganki, dziady, dziadówki, aptekarze, policjanci, żołnierze i wiele innych postaci. Każdy region Polski posiadał i posiada do dnia dzisiejszego swoje specyficzne postacie karnawałowe np. w Sandomierskim i na Lubelszczyźnie ciągnięto po ulicach i wiejskich drogach sanie lub wózek z siedzącym w nich Bachusem, czyli słomianą kukłą lub chłopcem w przebraniu ze słomy z dzbankiem na datki w dłoni. W Krakowskiem dominował Książe Zapust w wysokiej czapce z dzwoneczkiem i towarzysząca mu świta: profesor z oślą głową, dziad i różne dziwacznie przebrane postacie. Wchodząc do domu Zapust recytował z powagą taki oto niedorzeczny wierszyk ''Ja jestem Zapust, mantuański Książe przychodzę z dalekiego kraju gdzie psi ogonami szczekają, ludzie gadają łokciami a jedzą uszami. Słońce o zachodzie wschodzi a o wschodzie zachodzi, a kurczę kokosze rodzi, każdy na opak gada, a deszcz z ziemi do nieba pada''. Następnie przedstawiał swą świtę, pozdrawiał domowników i czekał aż pani domu włoży do dziadowskiego kosza trochę pieniędzy, kołacz, jajka lub kawałek słoniny. Wierzono, że wraz z korowodem przebierańców przychodzi do domów dostatek i urodzaj. Wszystkich przebierańców zapustnych chętnie przyjmowano w domach i ugaszczano i to nie tylko dlatego, że ich występy były śmieszne i zabawne; wierzono również w tajemnicze związki między ich obecnością w domu i obejściu a rychłym nadejściem wiosny i budzeniem się życia w przyrodzie. Również na Kurpiach odwiedzał domy Zapust, ale w tym regionie jeździł on na koniku z drewnianą głową i tułowiem wykonanym ze starej skrzyni bez dna. Pojawienie się Zapusta i innych przebranych postaci było hasłem do rozpoczęcia najbardziej szalonych zabaw i psot ostatkowych. Było jednak również zapowiedzią bliskiego już końca karnawału i wszystkich jego uciech. W wielu regionach Polski z kończącym się karnawałem wiązały się obrzędy niszczenia różnych postaci symbolizujących czas postu. Zwyczaje te symbolizowały również pożegnanie zimy, zbliżanie się wiosny, zapowiadały odnowę roślin po zimowym spoczynku i mające się niebawem rozpocząć prace gospodarskie. Troskę o pomyślny przebieg tych prac i o urodzaj wyrażały obrzędowe tańce kobiet np. taniec lenny wykonywany przez starszą niewiastę. Przypinano jej wiązkę lnu, a ona starała się w tańcu podskoczyć jak najwyżej. Im wyższy podskok tym wyższy miał len rosnąć w danym roku. Przysłowie mówi ''Kto w zapusty nie tańczy, temu len nie rośnie'', ''Na len na konopie żeby się rodziły żeby nasze dzieci nago nie chodziły''. Zachęceni przykładem kobiet mężczyźni tańczyli, podskakiwali wysoko, rzucali w górę czapki w intencji swoich upraw i wykrzykiwali ''Na żyto, na ziemniaki, na owies'' albo ''Na owies, pszenice i kłapacze(ziemniaki)''. Innym zwyczajem były rybackie zeszewiny. Przez kilka dni wiązano wielką sieć, którą wieszano potem przy suficie. Uczestnicy zabawy dobrowolnie do niej wchodzili i huśtali się, ale trzeba było się szybko z sieci wyplątać. Kto został w sieci ostatni stawiał kompanom beczkę piwa.

Zgodnie z wierzeniami w tzw. ''kuse dni'' to jest dni od Tłustego Czwartku do Środy Popielcowej nie należało brać ślubu, źle wróżyło też przyjście na świat dziecka. W okres karnawałowy- okres ''obżarstwa i opilstwa'', śpiewano że na zapusty ''nie chcą państwo kapusty: wolą sarny, jelenie i żubrowe pieczenie''. Faktycznie od jadła i napitków uginały się stoły, tańczono i bawiono się hucznie. Spieszono się jeść, bo nieprzypadkowo powiedzenie głosi ''Mięsopusty miną, potrawy nam zginą''. Podczas czterdziestodniowego postu nie wolno było używać tłuszczu zwierzęcego, stąd podczas ostatnich karnawałowych dni jadło suto okraszano smalcem. Na dowód powstrzymywania się od spożycia potraw mięsnych, na przydomowych płotach wieszono naczynia służące do przygotowywania potraw mięsnych.

Tłusty Czwartek i Kusaki

Tłusty Czwartek nazywany bywa także czwartkiem combrowym. W przeszłości był to dzień spotkań i zabaw kobiecych zwanych combrem lub babskim combrem. Kobiety urządzały sobie w ten dzień wielką zabawę, częstowały się dobrym jedzeniem i mocnymi trunkami. Tradycją stał się zwyczaj obfitego jedzenia w tym dniu. W dzień Tłustego Czwartku zjadano wiele obficie kraszonego jadła, tłustej kaszy ze skwarkami, kapusty z mięsem i słoniną, boczku oraz kiełbasy, a także słodkich racuchów, blinów, jak również przysmaków delikatniejszych takich jak pączki i chrusty. Także i w naszych czasach pączki są typowym polskim specjałem karnawałowym. Dotychczas zajadamy się nimi w Tłusty Czwartek. Zgodnie z tradycją nie może ich zabraknąć w tym dniu na żadnym stole. ''Powiedział Bartek że dziś Tłusty Czwartek a Bartkowa uwierzyła, dobrych pączków nasmażyła''-głosi polskie porzekadło. Według jednego z przesądów, jeśli ktoś w Tłusty Czwartek nie zje ani jednego pączka, nie będzie mu się wiodło przez następny rok. Ale nam to chyba nie grozi-przeciętnie w Tłusty Czwartek zjadamy 2,5 pączka na głowę, a wszyscy Polacy razem pochłaniają ich w tym czasie prawie 100 milionów. Data Tłustego Czwartku zależy od daty Wielkanocy, dzień ten jest świętem ruchomym. Następny czwartek jest czwartkiem po Środzie Popielcowej i należy już do okresu Wielkiego Postu. Tłusty czwartek był jednak tylko początkiem i wstępem do zabaw oraz szaleństw, które miały się odbywać w ostatki, czyli w ostatnie trzy dni karnawału.

Dni te nosiły staropolską nazwę "Mięsopust'' (od słów mięsa opust-czyli pożegnanie, opuszczenie, pożegnanie mięsa). Nazywano je również w różnych rejonach polski ostatkami, kusymi (diabelskimi) dniami, kusakami, dniami zapustnymi. Od Tłustego Czwartku aż do śledzika, który przypada we wtorek przed Środą Popielcową trwa najbardziej szalony okres karnawału.

Przysłowia związane z Tłustym Czwartkiem

''Gdy w Tłusty Czwartek człek w jedzeniu pofolguje, łaskawy Pan Bóg grzech obżarstwa daruje''.

''Tłusty Czwartek pączkami fetuje a od Popielca ścisły post szykuje''.

"Od Tłustego Czwartku do Zmartwychwstania-ścisły post się kłania''.

''Kto w Tłusty Czwartek nie zje pączków kopy, temu myszy zniszczą pole i będzie miał pustki w stodole''.

Dziś Tłusty Czwartek obchodzą wszyscy niezależnie o d wieku czy płci. Nasze prababki pamiętają jednak czasy, kiedy święto to było zarezerwowane tylko dla kobiet. Był to czas hulanek i zabaw mężatek czasem młodszych dziewcząt. Stąd nazwa ''babski comber'' "Kiej ostatki, to ostatki, cieszcie się dziouchy i matki! Kiej ostatki to ostatki niech tańcują wszystkie babki! Kiej ostatki to ostatki, niech się trzęsą babskie zadki!''. Te i inne przyśpiewki towarzyszyły wyjątkowym kobiecym pląsom. Dziś dzień ten stał się głównie świętem kulinarnym. Pączki i faworki jada się często od rana do wieczora. Historia pączka też jest długa i sięga czasów starożytnego Rzymu, gdzie ostatnie dni karnawału były czasem zabaw, obfitego jedzenia i picia. Wszystko co miało formę okrągłą symbolizowało życie, a to doskonale pasowało do całej karnawałowej tradycji, powiązanej z budzącą się przyrodą i rychłym nadejściem wiosny. W Polsce zwyczaj smażenia tego specjału pojawił się w XIX w. Ale już wcześnie bo w XVI w. w okresie Tłustego Tygodnia na stołach mieszczańskich zaczęły pojawiać się smażone na tłuszczu słodkie wypieki- poprzedniczki współczesnych pączków. Jak rozpoznać dobre pączki? Dobry pączek po naciśnięciu sprężynuje nie może być zbyt ciemny (brązowy), ani zbyt jasny. Skórka musi być dobrze przypieczona. Czytelnym znakiem dobrego pączka jest jasna obwódka. Świadczy ona o ty, że ciasto dobrze wyrosło i nie napiło się tłuszczu w czasie smażenia.

Oto jeden z przepisów na pyszne pączki

1/2 kg mąki pszennej.Pączki

5 dag drożdży.

1 szklanka letniego mleka.

6 żółtek.

1/2 szklanki cukru.

10 dag masła lub margaryny.

1 kieliszek rumu lub spirytusu.

Szczypta soli.

1/2 słoika marmolady.

Cukier puder.

Olej lub smalec do smażenia.

Olej lub smalec do smażenia. Drożdże ,łyżka cukru ,mleko i tyle mąki żeby zarobić rozczyn .Odstawić do wyrośnięcia ,dodać resztę cukru ,żółtka urabiać ciasto aż będzie odchodziło od dłoni ,następnie dodać rozpuszczone masło ,sól ,rum -wyrobić pozostawić w ciepły miejscu do wyrośnięcia ,następnie należy rozwałkować ciasto i wykrajać szklanką kółka ,nadziewać marmoladą ,pozostawić do wyrośnięcia , paczki powinny podwoić swoja objętość ,smażyć na gorącym ,głębokim tłuszczu. następnie wyłożyć na pergamin po ostygnięciu posypać cukrem pudrem

Ostatnie dzień karnawału- Kusaki

Ostatni wtorek karnawału traktowany jako najważniejszy dzień ostatkowych zabaw karnawałowych zapisał się w naszej polskiej tradycji pod nazwą ''podkoziołka'', albo bardziej znanego w naszym regionie ''śledzika'' czy ''kusaka''. W tym dniu na biesiadnym stole ustawiano wyrzeźbioną w drzewie głowę kozła, która była symbolem przyzwolenia dla hucznej i sutej zabawy. Wyrzeźbiona figurka kozła eksponowała cechy męskie, była symbolem rozrodczości. Podkoziołek to zabawa związana z wyśmianiem stanu wolnego: kawalerskiego, a szczególnie panieńskiego. Niezamężne panny przed tańcem z kawalerem, musiały rzucić na talerz umieszczony właśnie pod koziołkiem pieniądze, wierząc że taki okup zapewni im szybkie zamążpójście. W kusy wtorek odbywało się także ''wkupne do bab'' czyli uroczyste wprowadzenie nowo zaślubionych panien do grona mężatek. Wszystkie zabawy ostatkowe kończyły się o północy, obyczaj zwany ''śledzikiem'' polegał na tym, że o północy do izby biesiadnej wbiegał przebrany w kożuch i przewiązany grubym sznurem chłopiec, trzymając w ręku linę, do której przywiązany był śledź, rybi szkielet lub śledź wycięty z tektury. Obwieszczał on, że rozpoczyna się Wielki Post, że muszą zakończyć się tańce, że trzeba schować do skrzyń instrumenty muzyczne, a obfite jedzenie zastąpi żur z żytniej mąki, ziemniaki i śledzie. Ci którzy nie przestali się o tej porze bawić byli uderzani tym śledziem. Jeszcze wcześniej zamiast śledzia przynoszono na środek izby biesiadnej dzban z symbolizującym Wielki Post popiołem, który rozsypywano o północy po podłodze. Rozpoczynał się wtedy czas ciszy, skupienia, czas przygotowań do Wielkanocy.

Z tamtych pięknych zwyczajów do dziś dotrwało bardzo niewiele. To co napawa nadzieją, to fakt, że przetrwał jeden z najistotniejszych- zwyczaj wspólnego, w gronie rodziny i znajomych spędzania ostatniego wieczoru przed rozpoczynającym się Wielkim Postem oraz Tłusty Czwartek.